Młody Technik
Dlaczego właśnie poziome?FotkiTechnoŚciągawkaMapa kontaktówWystawy, targi, imprezy
ArchiwumStrona głównaProducenciGdzie By Tu jeszczeForumGościeAutor

MT 10/89 str.24-31

Logo zawodów   I Międzynarodowe Zawody Pojazdów Napędzanych Siłą Mięśni Ludzkich, które odbyły się w dniach 2 i 3 czerwca br. w Sieradzu, wywołały wśród mieszkańców tego 800-letniego miasta mieszane uczucia, choć oczywiście dominowała ciekawość. Niektórzy z nich przypisywali pojawienie się na ulicach miasta nietypowych rowerów jakiemuś zlotowi inwalidów ("Patrz pan, tacy młodzi, a już kalecy! Dlaczego? No, bo na zwykłych rowerach nie mogą jeździć!"). Inni byli skłonni widzieć w tym przedwyborczą akcję propagandową strony koalicyjnej, zwłaszcza że sztab zawodów znajdował się w gmachu Komitetu Wojewódzkiego PZPR...
  Tak naprawdę to zawody były bardziej rewią ciekawych konstrukcji i wspólną zabawą niż sportem bardzo na serio. Zresztą opracowana na podstawie przepisów IHPVA punktacja wyraźnie preferowała zalety konstrukcyjne (ergonomię i sprawność pojazdu) i zręczność zawodnika na torze przeszkód. Za wyczyny sportowe można było "załapać" mniej, bardziej natomiast opłacało się (jak to w wieloboju!) uczestniczyć we wszystkich konkurencjach.
  Oczywiście była doskonała atmosfera sportowa i to pomimo nie najlepszej pogody. Emocje wzbudził zwłaszcza sprint na 200 metrów. Poważna aparatura pomiarowa pod okiem świetnego fachowca, pana Jacka Malewicza rejestrowała wyczyny godne tytanów rowerowych. Dramatyczny wypadek "Delfina", napięta atmosfera startu - to wszystko wpłynęło na atrakcyjność całej imprezy. A walczyli dzielnie wszyscy zawodnicy - i ci 9-letni, i ci 59-letni.
  Warto zaznaczyć, że doskonale wypadli zawodnicy z RFN, którzy byli świetnie przygotowani i mieli wspaniały sprzęt. Zaskoczyli nas także liczną grupą przybyli na zawody kolarze radzieccy, i to nie tylko ilością, ale i pomysłowością konstrukcji. Ale i nasi reprezentanci, nie byli gorsi, na co zresztą wskazują wyniki zawodów. Szczegóły w zamieszczonym obok materiale sygnowanym przez sędziego głównego.
  Imprezę należy uznać za udaną - uświetniła ona Dni Sieradza i jubileuszowy czterdziesty rok działalności naszej redakcji. Był to pierwszy krok może trochę jeszcze chwiejny i niepewny w nową i ciekawą formę łączącą zalety rekreacji fizycznej, sportu i twórczości technicznej.

Redakcja

------------------------

Ćwierć kilometra łańcuchów

Emil Schramm wsiada do swego pojazdu w trakcie konkurencji praktycznej   ...tak w skrócie można by określić mechanizmy napędowe pojazdów, biorących udział w I Międzynarodowych Zawodach HPV w Polsce - Sieradz'89. Pojazdy, wystawione zarówno przez reprezentacje Wschodu. jak i Zachodu pod tym względem nie różniły się szczególnie od klasycznych rowerów, gdyż "łańcuch galicki", jak (od nazwiska wynalazcy - Gale) nasi Vector 003 w wyścigu godzinnym. Gerhard Scheller nadrabia czas stracony podczas upadku. Widoczne uszkodzenia burty i wiszące farfocle z kompozytu. pradziadkowie nazywali łańcuch drabinkowy, jest jak dotychczas najefektywniejszym środkiem przeniesienia napędu z korb pedałów na koło roweru. Co prawda co jakiś czas pojawiają się "genialne" pomysły, lecz żaden z nich nie osiąga 98.5% sprawności.
  Tak więc zawodnicy i szefowie zespołów postanowili pójść "na pewniaka", jeśli idzie o zagadnienie napędu, pozwalając sobie na improwizację we wszelkich innych dziedzinach.
  Zacznę od najliczniejszej ekipy gości zagranicznych z ZSRR. Ta 28-osobowa ekipa wystawiła 16 pojazdów. z czego większość to maszyny turystyczno-sportowe, 3- i 4-kołowe.
Gerhard Scheller wsiada do 'Vectora 007', za pojazdem -- Wolfgang Gronen Vector 007 startuje do sprintu na 200 m Vector 007

Trójkołowce w lwiej części przypominały rozwiązaniami technicznymi, a szczególnie układem jezdnym, "Vectora Beta" i "007" oraz brytyjski "Windcheetah" (patrz "MT" 3/86 i 5/86), zwany popularnie "Speedy". Pojazd jest "skomponowany" w ten sposób, że jego tylne koło jest napędzane, dwa przednie na wysokości kolan napędzającego służą sterowaniu, zaś mechanizm korbowy umieszczony jest przed przednimi kołami - ma to wiele zalet. Należą do nich: zwartość konstrukcji, krótka baza, umożliwiająca sporą zwrotność i stabilność w przypadku hamowania połączonego ze skręcaniem. Reprezentantami tej klasy były maszyny "Cruise Lux" i "Cruise Wariant" Aleksandra Gałkina i Andrieja Kudriawcewa oraz produkcyjny "Riga-1" Wiktora Kuźmina.
Zawodnik radziecki z cyklomobilem ze sterowaniem z przegubem Kardana   Osobny rozdział stanowią należące już do standardu pojazdy z rodziny "Velotron" Władimira Mazurczaka, autora pierwszego pojazdu tego typu. Mają one napędzane i sterowane przednie koło, co pozwala na maksymalne wykorzystanie elementów standardowych rowerów - zaleta niebagatelna w amatorskiej budowle cyklomobili. To rozwiązanie stało się bardzo popularne nie tylko w ZSRR, ale i w Polsce kilka pojazdów tego typu wykonali uczniowie z ZSZ w Dęblinie ("MT" 8/88), jak i w innych punktach Polski. Drugą zaletą tego układu po prostocie konstrukcji jest krótki łańcuch - oszczędność zarówno na wadze, jak i na gotówce, jeśli "łańcuchowa susza" utrzyma się nadal.
'Jeep' Żumata Abdukarimowa   Czterokołowy "Jeep" Żumata Abdukarimowa, jak i "Triton" Glennadija Sielezniewa wyposażone były w mechanizmy różnicowe na tylnej, napędowej osi i hydrauliczny hamulec, działający na talerzowe koło dyferencjału.
'Skorpion' na starcie do sprintu na 200 m   Z pojazdów szybkościowych, przywiezionych do Sieradza przez Rosjan, klasyczną formę miał "Skorpion 2M", autorstwa grupy inżynierów z Instytutu Lotniczej Techniki Doświadczalnej. Radziecki 'Skorpion' Wykorzystano w nim klasyczną, sprawdzoną koncepcję: obudowa w formie końcówki płata lotniczego, wyrastającego z gruntu - rozwiązanie znane z "Białej Błyskawicy" ("MT" 5/86) czy "Aero" i "Allegro" z USA. Skuteczne, gdyż pomimo zablokowania jednego z przednich kół na trasie pomiędzy fotokomórkami elektronicznego pomiaru czasu w sprincie na 200 m "Skorpion' uzyskał drugi czas w tej konkurencji po "Vectorze 007" -12,14 sek.
Radziecki 'Delfin'   Największe zdumienie budził jednak "Delfin", Andrieja Kudriawcewa z Leningradu: o kształtach przypominających rzeczywiście tego morskiego ssaka, ciemnogranatowy z przednimi płytowymi kołami na zewnątrz kadłuba - prezentował się niezwykle efektownie. Jednak pozycja zajmowana przez kierowcę szokowała wszystkich przygodnych widzów, jak i szefa ekipy "Vectora" - Wolfganga Gronena1... Była ona konsekwentnym rozwinięciem wniosków z badań profesora Chestera Kyle i Douglasa Malewickiego z USA: "w idealnym pojeździe opływowym napędzający winien leżeć płasko z głową w stronę kierunku jazdy..." Jednak wszyscy, włącznie z autorami tego opracowania mieli na myśli pozycję "leżąc na brzuchu". 'Delfin' Tymczasem autor "Delfina" położył się... na plecach, co pozwoliło na zastosowanie minimalnego przekroju z przodu kadłuba i stopniowe zwiększanie go ku środkowi pojazdu, aby mogły się zmieścić kolana napędzającego oraz olbrzymie, chyba 60-centymetrowej średnicy koło łańcuchowe. Dźwignie sterowania znajdowały się na wysokości... uszu, łączone zaś były drążkiem po położeniu się kierowcy, który widział obraz drogi w lusterku, umieszczonym przed twarzą. Radziecki trójkołowiec poziomy 'Riga' Niestety, gdy doszło do sprintu na 200 m, "Delfin" już na 500 metrze rozbiegu (było 1200) zaczął "myszkować", aż wreszcie po przejechaniu pierwszej 'Riga-Cruise Wariant' fotokomórki, przy prędkości ponad 50 km/h podskoczył na nierówności drogi, zepchnięty bocznym wiatrem opadł na prawe przednie koło, które nie wytrzymało tak silnego uderzenia o ziemię (również i dlatego, że było wykonane ze styropianu oklejonego laminatem epoksydowo-szklanym) i złamało się, a następnie przewracając się na grzbiet uderzył o przydrożne drzewo...
Radziecki cyklomobil z pełną amortyzacją i jednostronym zawieszeniem tylnego koła   Wszyscy zmartwieli, natychmiast przez radio wezwano karetkę, lecz jednak laminat ze styropianem, z którego wykonano obudowę pojazdu ma doskonałe własności tłumiące ("MT" 5/86) i pechowy kierowca wyszedł z tego tylko z lekkim szokiem.
Radziecki składany trójkołowiec poziomy i inż. Narbutt z Moskwy   Znacznie więcej szczęścia miał RFN-owski "Vector 007", który natrafiwszy na tę samą nierówność drogi co "Delfin" przeleciał w powietrzu ok. 1,5 m i zaliczył najlepszy czas tych zawodów - 9,25 sek., zaś jego kierowca, dwukrotny wicemistrz świata w sprincie i 10-krotny mistrz RFN w sprincie w kolarstwie klasycznym miał najwyższy chwilowy odczyt 82 km/h, pomimo że jego szef powiedział mu: "nur halbe Kraft, Gerhard" - "tylko połową siły"... Radziecki cyklomobil składany "Vector" jest w zasadzie, "dziadkiem" wśród pojazdów napędzanych mięśniowo - jego pierwsza wersja pojawiła się na zawodach w Kalifornii w 1980 r i pobiła pierwsze rekordy, zaś model "007" jest jej znacznie ulepszoną wersją, zbudowaną w roku 1986 ("MT" 5/86). Do "Vectora 007" należą rekordy świata na 5000 m (5,22 min), 1000 m (84,9 km/h), 500 m (90,5 km/h), na jedną milę ang. (74.3 km/h) oraz rekord szosowy na 100 km (65,6 km/h). Szef zespołu "Vectora", Wolfgang Gronen jest sam legendą sportu rowerowego - przedwojenny kolarz, trener kadry narodowej RFN, właściciel największych w świecie prywatnych zbiorów dokumentacji rowerowej - słynne "W. Gronen International Radsport-Archiv".
Sędzia główny (M.U.) rozmawia z Emilem Schrammem, zawodnikiem z ekipy Wernera Stiffela   Obecnie zespół "Vectora", sponsorowany przez firmę "Union-Fröndenberg" zakupił nowy pojazd, nazwany "Vector 003". Wystąpił on w wyścigu godzinnym, lecz na skutek zbyt szerokiej obudowy w części przyziemnej koła na zakręcie utraciły kontakt z gruntem (jednoślady muszą się kłaść na zakrętach) i wywrócił się, tracąc dwa okrążenia (W Gronen: - "To jest eksperyment. Okazało się w wyniku badań niezależnego instytutu we Francji, że rama nie ma rezerw bezpieczeństwa. zaś geometria jest wadliwa - przed zawodami w Sieradzu mieliśmy już dwa złamania widelca. Obecnie zamówiliśmy nową ramę i zamierzamy wprowadzić znaczne przeróbki obudowy...")
Prototypowy trójkołowiec poziomy Rometu, przed pęknięciem półośki   Podobne problemy miał w 1981 roku brytyjski Bluebell i aby stał się w pełni wartościowym pojazdem, wielokrotnie dokonywano w nim zmian.
  Drugą ekipą z RFN był zespół inż. Wernera Stiffela z Karlsruhe. Sam inż. Stiffel zajmuje się rowerami poziomymi od 1980 r. i jest jednym założycieli niemieckiego Zrzeszenia Napędu Mięśniowego (HPV eV). Po wykonaniu wielu próbnych rowerów poziomych inż. Stiffel opracował kilka wersji zwartych, wygodnych i wytrzymałych pojazdów. Podatne zawieszenie jest "znakiem firmowym" W Stiffela, gdyż wedle wyznawanej przez niego maksymy "obecnie tylko dwa pojazdy mają sztywne zawieszenie: taczka i rower", amortyzacja zaś ważniejsza jest w rowerze poziomym niż w klasycznym.
'Hermes' Wernera Stiffela W obu modelach "Hermesa" - własnym i Emila Schramma zastosował on bloki poliuretanowe jako element tłumiący, gdyż rower, w przeciwieństwie do np. samochodu wykazuje bardzo duże różnice pomiędzy stanem obciążonym a pustym, dochodzące nawet do ośmiu razy, tak więc charakterystyka gumy jest w tym przypadku lepsza niż sprężyn stalowych. Wyjątkiem wśród rowerów W. Stiffela jest jego nowa konstrukcja - "Solveig" - prosta, nadająca się do produkcji, z jednorurową ramą i bezpośrednim sterowaniem (pozostałe rowery mają kierownice podsiodłowe) Wszystkie te rowery mają jednak wspólną cechę - bardzo starannie dobrany osprzęt: hamulce bębnowe na przednie koła, zaś hydrauliczne - szczękowe na koła tylne. Te ostatnie jest to nowy wyrób firmy Magura, charakteryzują się bardzo dużą siłą ścisku i lekką obsługą, zaś przewody hydrauliczne można prowadzić po bardzo ciasnych łukach bez obawy, że wpłynie to na skuteczność hamowania. Dwaj zawodnicy z NRD. Z SWB, stoi -- Gottfried Graupner z Berlina, jego kolega siedzi na 'Hermesie' Wernera Stiffela "Hermes" w Stiffela wyposażony był w częściową osłonę aerodynamiczną "Zzipper" wykonaną z wysokowytrzymałego poliwęglanu "Lexan". "Hermes" Emila Schramma posiadał zaś całkowitą składaną osłonę z ortalionu, rozpinanego na specjalnym stelażu, poprawiającą aerodynamikę, jak i chroniącą przed deszczem. Z RFN przyjechała również para Thomas Senkel/Susanne Zinngrebe z tandemem "półpoziomym" - bardzo prostą przeróbką roweru klasycznego: dodane zostało siedzisko na kierownicy i tylny trójkąt ze starej ramy do przedniego widelca, zaś tylne siodełko zostało przeniesione ok. 25 cm do tyłu.
Jacek Ziółkowski na 'Ross Recumbent' z miękką osłoną aerodynamiczną   Wielką Brytanię oraz Brytyjski Klub Napędu Mięśniowego reprezentował Mr Peter Ross ze swym krótkim rowerem poziomym "Ross Recumbent Bicycle", zwanym również "Trice". Sam rower jest dosyć prostą konstrukcją jednorurową, wyposażony jest w bezpośrednie, klasyczne sterowanie i laminatowy fotel, zaś największą jego osobliwością była składana miękka osłona. Jest to produkt holenderski, a wykonano ją z powlekanego poliuretanem windsurfowego dakronu. W specjalnie przygotowane kanaliki wsuwało się pręty z laminatu szklano-epoksydowego, na odcinek umieszczonej z przodu rury nakładało ucho z taśmy, na wspornik z tyłu drugie i jeden ruch dźwigni wystarczy, aby worek, przypominający kształtem rozpłaszczonego trylobita zamienił się w coś w rodzaju sterowca z "epoki pary i elektryczności" - szpiczaste wrzeciono.
  "Trice" prowadzony przez Jacka Ziółkowskiego (p. Ross ma 59 lat) miał największe szanse w wyścigu godzinnym, lecz niestety "złapał gumę". W sprincie na 200 m był trzeci - 12,52 sek, zaś w wyścigu na 30 km - drugi po "Vectorze 007" - w 46 min 21,2 sek., "Vector" zaś uzyskał czas 38 min. 3,6 sek.
Andrzej Szumański z Warszawy na swym LWB   NRD reprezentował 54-letni Harry Hoffmann z Tauchy na długim rowerze poziomym "HSR-3" oraz Gottfried Graupner z Berlina na krótkim rowerze poziomym opartym na konstrukcji pioniera cyklomobilizmu z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych z Lipska - Paula Rinkowskiego.
  Polskę reprezentowało 40 pojazdów. Głównie były to długie jednoślady oraz typ "compact" z pedałami umieszczonymi nad przednim kołem, było też kilka rowerów "krótkich". Trójkołowce wystąpiły tym razem tylko dwa - "Cyklomobil ŚM" z Sosnowca oraz jedyny polski pojazd obudowany - Andrzeja Szuldy z Olsztyna.
Andrzej Szulda z Olsztyna ze swym trójkołowcem z obudową z kabiny szybowca   Ku zaskoczeniu wszystkich pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej zdobył Polak, Ireneusz Krawczyk ze Stargardu Szczecińskiego, który bezbłędnie, w rekordowym czasie pokonał trasę testu praktycznego i miał najlepsze wyniki łącznie ze wszystkich konkurencji, gdyż oceniana najwyżej była nie tyle prędkość, co precyzja i sprawność. Rower zwycięzcy Ireneusza Krawczyka Irek trenował na swym rowerze od zeszłego roku w czasie dojazdów do pracy (pracuje jako cukiernik przy produkcji lizaków). Irek Krawczyk Drugie miejsce zdobył Jarosław Baranowski z Warszawy, mechanik z PLL "LOT" na swym długim aluminiowym jednośladzie, zaś trzecie zdobył Emil Schramm.
  Było jeszcze wiele innych nagród w tym pocieszenia dla pechowców a to wszystko po to, aby zachęcić rozwijania napędu mięśniowego, w nadziei, że któregoś pięknego dnia samochody
Agnieszka Wojtasik na 'Dzióbdzióbie' w czasie slalomu w konkurencji praktycznej znikną z ulic miast, a zastąpią je szybkie, czyste i bezszelestne cyklomobile, zaś na otwarciu którychś z kolei międzynarodowych zawodów HPV ktoś z notabli popatrzy w czyste niebo i powie: "...jeszcze nigdy tak wielu nie zawdzięczało wiele tak nielicznym...".

 

1Wolfgang Gronen zmarł 29 grudnia 1995 r. Obecnie szefem Vector Team jest jego syn, Andre Gronen. Pod jego kierownictwem pojazdy Tomahawk I i II zdobyły rekordy świata w jeździe długodystansowej (godzinnej,
12-godzinnej i 24-godzinnej).


Copyright © by Marek Utkin 1996 -- 2002. Wszelkie prawa zastrzeżone,
kopiowanie i publikacja w całości i fragmentami WYŁĄCZNIE po uzyskaniu zgody
Autora oraz za podaniem źródła.